Moje drzewko pomarańczowe

Moje drzewko pomarańczowe - José Mauro de Vasconcelos "Ból zaczyna się dopiero wtedy, kiedy boli nas calutkie serce..." A przy tej książce zaczyna ono boleć tak mniej więcej od połowy. Pierwsza połowa jest w miarę lekka - ot, takie przygody małego łobuziaka. Uśmiech na twarzy który początkowo wywoływały jego przygody (przypominały mi trochę "Mikołajka" - ze sposobu opisu) szybko jednak gasnął gdy czytało się finał "przygody". Ale dało się jakoś to "przeżyć". Natomiast od połowy książki to już jest "uczuciowa masakra". Dawno nie czytałem tylu emocjonalnych i mądrych dialogów pomiędzy dzieckiem a dorosłymi. I nawet jeżeli do połowy książki komuś udawało się czytać ją dość beznamiętnie, to przy końcówce musi w końcu "coś drgnąć". Piękna książka o poszukiwaniu miłości, o przedwczesnym wejściu w dorosłość, napisana w naprawdę świetnym stylu. Autor w mojej ocenie świetnie opisuje realia życia i mentalność ludzi pochodzących z biednych, wielodzietnych rodzin z lat 20-30 tych XX wieku, żyjących w Brazylii. W pewnym momencie miałem skojarzenia z książką "Książę i żebrak" M.Twaina. Jak dla mnie - książka robi wystarczająco silne wrażenie, bym chciał do niej jeszcze kiedyś wracać (przeczytać). Zapada w pamięć.