Kobieta z wydm

Kobieta z wydm - Kōbō Abe Absurdalne przygody i głębokie przemyślenia japońskiego Syzyfa na wydmach. Z przewagą tego drugiego. Tak tę niewielką w sumie książkę odbieram. Dominuje w niej beznadzieja. Im dłużej się tę książkę czyta, tym bardziej sytuacja jest dla czytelnika przytłaczająca. Zaczynamy sobie zdawać sprawę, że bohater nie ma żadnych szans, ale mimo to ciągle mamy nadzieję. Jednak co i jak by nie zrobił i tak wyląduje w efekcie w dole. Świat zewnętrzny, jego prawa oraz pozycja bohatera w tym świecie nic nie znaczą. Pozostaje jedynie przewartościowanie i przystosowanie się do sytuacji. Nie sądziłem, że prowadzona w ślimaczym tempie narracja potrafi tak wciągnąć. Zmagania bohatera stały się w pewnym momencie moimi własnymi. I chciałem się jak najszybciej wygrzebać z tych wydm. Co jest na plus - naprawdę świetny, klaustrofobiczny nastrój, skojarzenie z wojennymi obozami pracy, trochę fantastyki (wioska jest jakby zawieszona w czasie i przestrzeni), ciekawie pokazane stosunki mężczyzny i kobiety do siebie nawzajem (takie przesadnie bardzo japońskie - tak to odebrałem) i narracja, która mnie osobiście odpowiadała. Na minus - zakończenie, pod koniec akcja przyspiesza i nagle urywa się. Nie wiadomo czy to celowy zabieg czy miało być jeszcze coś. Chociaż może to i lepiej. Wystarczy 3 godzinnego "dołowania" (tyle zajęło mi przeczytanie). Czytając/odbierając sytuację opisaną w książce dosłownie a do tego znajdując się z książką np. na plaży, można dostać wstrętu do kopania dołków w piasku. Taki efekt uboczny.