Kafka nad morzem

Kafka nad morzem - Haruki Murakami „Ja Cię…, O w mordę…” jak to mówił jeden z bohaterów powieści można najlepiej opisać moją reakcję po przeczytaniu zakończenia tej książki. Książki dziwnej, momentami wciągającej, momentami usypiającej. Mamy tu dwie niezależne historie, opisywane naprzemiennie, niby łączące się w końcu ze sobą (ale czy faktycznie, to już pozostawiono do oceny czytelnikowi). I dziwny klimat – ni to baśniowy, ni to fantastyczny. Mnie pewne elementy powieści skojarzyły się z serialem SF „Gwiezdne wrota” ale komuś innemu niekoniecznie. Dużo pozostawiono tu do interpretacji własnej czytelnika. W moim odczuciu - historia Kafki jest bardziej wciągająca na początku książki, potem jednak ustępuje pola historii pana Nakaty. Jego przygody są rewelacyjnie opisane – niesamowite dialogi zarówno z ludźmi jak i zwierzętami czy przedmiotami. A gdy dołącza do jego historii jeszcze pan Hoshino i jego realistyczne podejście do życia – to powstaje „perełka literacka”. Cała ta powieść skojarzyła mi się z szeroką rzeką płynącą leniwie i znienacka występującymi na niej wodospadami (jedno, dwa zdania które całkowicie nas zaskakują i wybijają z rytmu). Po tym nagłym zdarzeniu znowu historia płynie leniwie aż do następnego „wodospadu”. A jest ich kilka. Jeden to mnie całkowicie zaskoczył (nie spodziewałem się go w tym momencie akcji). Jest w tej książce też trochę humoru i trochę makabreski i smutnych momentów oraz co nieco niby erotycznych opisów. Nie udało mi się jednak tej dość grubaśnej książki przeczytać „jednym tchem” – może to wina tego, iż jedna z opisanych historii w pewnym momencie zaczęła mnie nużyć, bo jakby stanęła w miejscu. Ale to subiektywne odczucie. Jednak osoby lubiące długie opisy wizji „sennych” i różnego rodzaju odlotów umysłu powinny być usatysfakcjonowane. Ja tam wolę gdy akcja idzie do przodu, choćby drobnymi kroczkami.